Nie wszystko w życiu musi się udawać… :/

Drodzy koledzy, znajomi, przyjaciele… Dawno nie miałem roku tak udanego pod względem gęstości wypraw – mam tu na myśli nie tylko ilość, co ich złożoność pod względem logistyki, wagę podjętych celów i odpowiedzialności za rezultat. Od początku stycznia do końca marca byłem nonstop w akcji, mając ręce, nogi i głowę pełne działań, z 3-4 godzinami dziennie na sen… To był wspaniały początek roku, który pozwolił wielu z nas na realizację marzeń 🤠👌

Niestety, dobry los odwrócił się ode mnie w prima aprilis, gdy autobus, którym jechałem na wymarzoną Wielkanoc w Antigua Guatemala wbił się w stojącą na poboczu ciężarówkę…

Niestety, siedziałem akurat z samego przodu po prawej… Tak bywa, gdy kierowca nie jest w stanie przeczytać trudnego polskiego nazwiska mimo, iż znajdowało się na samej górze, na samym początku listy… Gdy wszyscy wsiedli, zająłem po prostu ostatnie wolne miejsce obok kierowcy :/

Na widok kości udowej wystającej tuż pod biodrem przez spodnie pomyślałem tylko: nie mam nogi. Nie będę więcej mógł nurkować w jaskiniach, nie dotrę już pieszo do El Mirador, nie zeskoczę do wykopu archeologicznego… Akcja ratownicza, którą dyrygowałem póki mogłem nadaje się na książkę, albo film grozy. Jednak dzięki Przyjaciołom z Archeo, prowadzącym badania w Gwatemali i Salwadorze, którzy poruszyli dla mnie niebo i ziemię nie zostawiłem nogi, a może nawet i życia w odległym o kilkadziesiąt minut lokalnym szpitalu, gdzie służby medyczne nie mają pojęcia nawet o przenoszeniu rannych ze złamaniami między noszami a łóźkiem (dwa razy, gdybym się nie złapał, wypadłbym im z noszy, a zwisająca noga na nikim tam nie robiła wrażenia…).

Znalazlem się w dobrym szpitalu, w odległej o kilka godzin stolicy Gwatemali i dzięki człowiekowi, który cztery godziny trzymał moją stopę zgodnie z instrukcją (druga karetka też nie miała szyny unieruchamiającej). Poza otwartym złamaniem kości udowej okazało się, że mam w dość niefortunny sposób złamane: kość strzałkową i kość promieniową, obie tuż pod kolanem… Do tego… ponieważ nikomu nie przyszło do głowy, by zaopatrzyć moją ranę na czas kilkugodzinnego transportu, wysokie ryzyko infekcji, a symptomy widoczne w wynikach badań.

Przeszedłem dwie dlugie operacje, z których druga trwała podobno prawie osiem godzin. W szpitalu spędziłem miesiąc. Niestety mój tradycyjny ubezpieczyciel podróżny (DAN) ma wyłączenie na wypadki komunikacyjne. Mój drugi ubezpieczyciel (xcover) nie odezwał się nawet przez ponad dwa tygodnie (sprawa w toku, ale spodziewam się odrzucenia roszczeń). Sprawca wypadku – firma przewozowa, całkowicie wyparł się odpowiedzialności, zrzucając ją na swojego kierowcę. Prawnicy poleceni przez Panią Konsul, przez trzy tygodnie nie zrobili nic…

Gdy rachunek za leczenie przekroczył kwotę 170 tys. PLN, rosnąc drastycznie z dnia na dzień, postanowiłem sam wykupić się ze szpitala. Oczywiście nie dysponowałem taką kwotą. Tu znów pomogli mi Przyjaciele, wspierając formalnie i finansowo. Udało mi się wyjść z debetem 70 tys. PLN na koncie R, na którego spłatę dano mi siedem dni. Przyjaciele (Lekarz, który mnie operował, wraz z rodziną) ugościli mnie w Guate, a następnie pomogli przedostać się do Meksyku, gdzie znów odebrał mnie z lotniska Przyjaciel. Problem nie tylko w tym, że zostałem bez środków do życia, ale, że przez długie miesiące nie będę mógł podjąć żadnej pracy, a mój powrót do niej, zależy od wyników fizjoterapii.

Nie łatwo mi prosić o pomoc, pomimo sytuacji w jakiej się znalazłem. Nie jestem człowiekiem ani szczególnie lubianym, ani specjalnie miłym. W Gwatemali czeka mnie długi i kosztowny proces, który choć może zwrócić mi koszty leczenia, potrwa najmniej dwa lata. Na spłacenie rachunku mam jednak jedynie trzy dni. Jeśli zwiedzaliśmy razem Mezoamerykę, zapewne znacie numer mojego obciążonego poważnym debetem rachunku, jeśli nie, zamieszczam go poniżej:

Numer konta Revolut dla PLN:
08291000060000000005625750

Nazwa i adres banku:
UniCredit NV/SA Oddział w Polsce
Dobra 40, 00-344, Warszawa, Poland

lub dla pozostałych walut:

LT90 3250 0484 1762 2266
BIC/SWIFT: REVOLT21

Nazwa i adres banku:
Revolut Bank UAB
Konstitucijos ave. 21B, 08130, Vilnius, Lithuania

Na pewno będę pamiętał każde Wasze wsparcie i mam nadzieję, że po wygranym procesie będę w stanie wszystkie rachunki wyrównać!

Przemek Trześniowski